|
Ma i Japonia swoje drzewa owocowe w niezwykłych formach. Gdy oglądałem pierwszy japoński sad gruszowy z góry, z okna pociągu pędzącego po wysokim nasypie, wydawało mi się, że patrzę na łąkę albo plantację naszej wikliny. Z sieci konarów, tworzących nad ziemią zupełnie równoległą do niej siatkę, wyrastały prosto ku górze jednoroczne pędy. Zimą przycinano je wszystkie, aby znowu odrosły. Drzewa rozmieszczono w sadzie w rozstawie 7X7 m. Miały pnie wysokie, około 1,60 m. Każdy pień tworzył trzy lub cztery konary rozchodzące się promieniście i tak wyprowadzone, żeby mogły rozrastać się zupełnie poziomo, równolegle do ziemi. Boczne ich odgałęzienia nagięto również do zupełnie poziomej pozycji. Sieć poziomo biegnących drutów i bambusów, do których przywiązuje się główne konary i ich odgałęzienia, utrzymuje w pożądanej pozycji korony. Są to korony płaskie, ale nie stojące, lecz leżące.
Bardzo drogi jest taki system prowadzenia sadu gruszowego. Wytłumaczono mi jednak, że jest to system konieczny - obrona przed tajfunem. Te huraganowe wichry w Japonii wieją w sierpniu, kiedy gruszki są już na drzewach duże, ale jeszcze niedojrzałe. Z drzew o koronach swobodnych tajfun postrącałby wszystkie owoce. W sadach grusz formowanych w sposób wyżej opisany wszystkie owoce tworzą się w niższych partiach korony. Wyrastają one z konarów i ich odgałęzień unieruchomionych przez sieć drutów i bambusów. Nawet najbardziej gwałtowny tajfun nie miota nimi i owoców nie strząsa.
|